Jutro, o 5 nad ranem wyjeżdżam na weekend do Pragi!
Nie będzie mnie w szkole
A jutro jest sprawdzian
A mnie nie będzie
Tak, jak widzicie mam dobry nastrój
Ejj, dzisiaj przed anglikiem rozsiadłyśmy się z Karolą na korytarzu i robiłyśmy zadanie(nikt nie zrobił, więc nie było od kogo odpisać :/) To była taka wnęka, z jednym oknem, nie wieletam widać bez światła, a ono było zgaszone...
Zaczynamy prace a tu przychodzi gość od majcy... Przypał, nie? Ale cóż, on uśmiechnięty, patrzy na nas i mówi:
-A co to? Takie dobre uczennice, co co prawda matematyki się nie uczą, i zadanie zżynają?
A Karolina:
-Ależ proszę pana, my nie żżynamy, tylko robimy!
-Bo nikt tego nie zrobił! -wtrącam się ja
-No to sobie chociaż światło zapalcie, bo tu ciemno jest-po czym podchodzi do kontaktu i zapala nam światło.
My mu "dziękujemy", on wychodzi a my w śmiech
Ejj, mówię Wam, ale jaja były... My tu se myślimy, że on się na nas wydrze, a on nam jeszcze pomaga
I jeszcze kawalątek pierwszego rozdziału mojej piszącej się książeczki, tak dla oceny stylu. Tylko proszę, oceńcie!
Isabelle biegła przez ciemny las najszybciej, jak mogła. Tuż za sobą słyszała szelest liści i trzask łamanych gałązek. Prawie czuła gorący oddech goniącego ją stworzenia. Na drodze pojawiało się coraz więcej wystających korzeni, a po bokach ścieżki roiło się już od krzewów. Ale to dobry znak-znak, że jest już w pobliżu wyjścia. Już za chwilę miała dojrzeć światła latarni przy brukowanej drodze i niewyraźne kształty pobliskich domów.
Tymczasem jednak kolejne, coraz dłuższe gałęzie drapały ją po rękach i twarzy, chwytały za ognisto-rude włosy często wyrywając całe kosmyki. Ale nie mogła się poddać, nie, była już zbyt blisko domu
Gdy już nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa, a do oczu napłynęły jej łzy na myśl, że ON zaraz ją dogoni, między drzewami ukazały się długo wyczekiwane światła. Zmusiła, więc nogi do ostatniego sprintu i pobiegła szybciej niż, jak myślała, umiała. W końcu się udało, wybiegła z lasu na drogę pewna, że już nic jej nie grozi. Wszyscy przecież powtarzali, że ON nie może przekroczyć linii lasu. Nie w nocy, nie pod tą postacią...
Mimo to zatrzymała się dopiero pod schodami prowadzącymi do drzwi wejściowych. Wtedy z lasu dobiegł ją oczekiwany dźwięk. Wilcze wycie. Długie, złowrogie wycie rozwścieczonej bestii. Gdy ucichło jeszcze raz spojrzała na wiszącą nad lasem okrągłą tarczę Księżyca, po czym nacisnęła delikatnie klamkę. Drzwi ustą
- Gdzie byłaś tak długo, Isabello? Jest w pół do jedenastej odezwał się przyciszony, a jednak suchy i nieprzyjemny, wręcz karcący głos Taty. Isa znała ten głos, wiedziała, co znaczy taka intonacja i oficjalny zwrot-kłopoty...
Jak wrócę, to dam zdjątka z Pragi! Bye!